ATOM Comics
do kasy suma: 0,00 zł

Recenzja: Avengers Children’s Crusade TP

„Young Avengers” dla czytelników byli tym, czym „Teen Titans” Marva Wolfmana dla fanów w latach 80. Seria Heinberga i Cheunga zawierała wszystkie aspekty dobrego komiksu superbohaterskiego skupionego na nastolatkach w trykotach. Swoją historią potrafiła nie tylko wywołać niesamowite napięcie czy dramatyzm, ale nade wszystko solidnie pokazywała trudy dorastania oraz wyzwania przed jakimi staje obecnie młody człowiek. Bohaterowie cyklu musieli zmierzyć się nie tylko z łotrami, ale również z własnymi uprzedzeniami, nałogami, konfliktami międzypokoleniowymi oraz reakcją otoczenia na odmienność seksualną. Allan Heinberg stworzył całkowicie nowe, bardzo współczesne postacie. Nadał im blask, który tylko czasem był widoczny u Młodych Tytanów Geoffa Johnsa, wydawanych w tym samym dziesięcioleciu. Ponadto dzięki doskonałym warsztatowo rysunkom Jima Cheunga była to jedna z lepszych serii Marvela w ostatnim okresie. „The Children’s Crusade” zamyka zarówno erę Heinberga, jak i rządy Bendisa i Millara w Marvelu, zapoczątkowaną historią „Avengers: Dissassembled”.


Na wstępie należy wspomnieć, że fabuła „Krucjaty dziecięcej” bardzo mocno zanurza się w meandrach uniwersum 616 i lepiej jej nie czytać bez odpowiedniego przygotowania. Ponowna lektura „Avengers” Briana Michaela Bendisa (w szczególności pierwszego tomu jego autorstwa), „House of M” oraz reperkusjach, jakie to wydarzenie spowodowało w komiksach o mutantach stanowi w tym przypadku absolutne minimum. W ostatniej wielkiej historii Heinberga Avengers uświadamiają sobie, że Wanda Maximoff (vel Scarlet Witch) znajduje się wśród żywych. Jakimś dziwnym cudem udało jej się przetrwać wszelkie dotychczasowe zajścia dotyczące rozłamu Mścicieli czy eksterminacji mutantów. Nietrudno się domyślić, że wszyscy zabierają się za jej poszukiwania, bo chcą, aby została ukarana za nieszczęścia, które przyczyniły się do śmierci wielu nietuzinkowych herosów. W rozgrywce udział biorą najbardziej znane postacie – oprócz X-Men i Avengers wkracza również Magneto z Doctorem Doomem oraz drugoligowe postaci pokroju X-Factor. W środku tego kotła znajdują się tytułowi młodociani herosi będący na tropie Wandy. Jeden z nich, o pseudonimie Wiccain, prawdopodobnie jest synem ludobójczyni mutantów, a jego moce nabierają coraz większej siły. Wprawia to w niepokój Kapitana Amerykę i jego świtę…


Niniejszy komiks to doskonała odtrutka na obecny trend w komiksach superbohaterskich, polegający na skupianiu się wyłącznie na genezach popularnych postaci. Jeżeli męczy was ciągłe przetwarzanie tych samych historii to „Children’s Crusade” stoi w opozycji do „originowej” mody. Wchodzimy na głębokie wody rozwiniętego, bogatego świata, aby rzucić nas w sam środek intrygi, od której zależeć będą jego losy. W tym sensie komiks przypomina formułą crossover. Pojawia się w nim cała paleta najistotniejszych postaci Marvela, przeplata się ze sobą kilka światów, a nawet pojawiają się podróże w czasie. Fabuła zaś jest złożona, przerywana co chwila efektownymi bójkami superherosów z fantastycznymi machinami Von Dooma czy mocami Magneto. Pomimo przepychu i masy wątków, Heinbergowi udało się bez znacznej szkody przywrócić Wandę do „życia” i niejako dokonać jej rozgrzeszenia. Jest ono nieco pośpieszne i nie do końca wyjaśnione, ale na tyle satysfakcjonujące, że żaden fan Marvela nie powinien kręcić nosem. Dodatkowo scenarzysta przeprowadził generalne porządki, poprzez które uniwersum (właściwie wraz z historią „Siege” Bendisa) wróciło do stanu zerowego. Jest to notoryczne w seriach superbohaterskich i wręcz niezbędne do przygotowania reaktywacji typu „Marvel NOW”, w którym Rick Remender ponownie wprowadził Wandę w szeregi Avengers.


Dużo się dzieje w „Krucjacie dziecięcej”, niemniej jednak Heinberg nie zapomina, kto jest głównym bohaterem jego opowieści. Losy Young Avengers stanowią tutaj trzon fabuły. Interakcje wewnątrz grupy nasycone są humorem i luzem w dialogach, aczkolwiek w kilku momentach pisarz ciągnie pewne elementy na siłę. Takim jest chociażby związek Wiccaina i Hulking, za który cykl został nagrodzony w ramach zwalczania homofobii. Doskonale rozumiem, jak niwelowana i naznaczana jest miłość homoseksualna, ale tutaj nie wprowadza nic znaczącego do fabuły, czego nie znaliśmy już wcześniej. Kiedy pojawiają się sceny bliskości między dwoma herosami to są ukazane jakby na pokaz, dla zszokowania bardziej starszych czytelników, bez większej inwencji. W dodatku momentami narracja jest pompatyczna, ale da się to jeszcze zrozumieć. Czytamy w końcu komiks, w którym dzieją się wielkie, znaczące wydarzenia – powrót Scarlet Witch, odkrycie udziału Victora von Dooma w zdarzeniach stanowiących „House of M”, starcie Avengers z X-Men, a następnie monumentalna walka z arcyłotrem. Wszystko, z czego słyną najlepsze crossovery i eventy. Jedyny wyjątek to fakt, że tutaj zostało to rozplanowane przez jednego scenarzystę, więc cała opowieść jest nieco bardziej klarowna i przejrzysta.

Na pewno wśród czytelników znajdą się tacy, którzy wręcz nie znoszą eventowych fabuł. Mowa tutaj o odbiorcach zdegustowanych ich wzniosłością, kosmicznym zasięgiem oraz konsekwencjami, po których nic nie będzie takie samo, a jednak wszystko pozostaje na dawnym miejscu. Pojawia się zatem pytanie – czy wybredny czytelnik ma czego szukać w „Children’s Crusade”? Moim zdaniem tak. Odpowiedzią jest tutaj szata graficzna, która w lwiej części jest zaaranżowana przez Jima Cheunga. To jeden z rysowniczych championów Marvela, który jak mało kto potrafi z detalami narysować każdą postać tego uniwersum i nadać jej własny język ciała. Zabieg ten niestety jest czyniony kosztem tła i mimiki, przez co wydaje się, że niemal każdy bohater ma te same rysy twarzy. Ruchy twarzy bohaterów stoją na tak przeciętnym poziomie, że momentami przypominają bardziej kukły niż żywych ludzi. Nie jest to jednak aż tak mocno widoczne i pojawia się sporadycznie. Cheung jest mistrzem rysunku wspomaganego przez komputer, wykorzystuje najnowsze zdobycze techniki. Niestety powoduje to zanikanie otoczenia, a w kadrach panuje przepych postaci, przez co trudno zawiesić oko na szczególnym obszarze panelu. Wynika to z opóźnień, jakie rysownik doświadczył w trakcie rysowania serii. W pierwotnej, zeszytowej formie „Young Avengers: Children’s Crusade” zaliczyło kilka sporych zwłok, co niestety widać na późniejszych stronach. W ramach zadośćuczynienia dostajemy pod koniec rąbek talentu uwielbianego przez fanów Oliviera Coipela oraz klasyka Alana Davisa, znanego z „Marvelmana” czy „Clandestine”. Ogółem album stoi na doskonałym poziomie graficznym i w tej materii powinien zadowolić każdego.


Avengers: Children’s Crusade” jest udanym domknięciem ery, dzięki której Avengers i Marvel przeżyli swoją drugą młodość. Jest to jednak zabawa przeznaczona raczej dla zaawansowanych czytelników, zaznajomionych ze złożoną naturą tego uniwersum. Początkujący czytelnicy mogą odczuć zagubienie i stwierdzić, że to wielka, superbohaterska opera mydlana. Wystarczy jednak wczytać się dokładniej, nieśpiesznie, aby odkryć ukryty potencjał bijący od bohaterów przeżywających swoje tragedie, poczucie straty, tudzież winy. Dla fanów Scarlet Witch jest to z pewnością pozycja obowiązkowa – poznajemy tę bohaterkę z niespotykanej dotąd strony i obserwujemy jak przeżywa niełatwą drogę ku rozgrzeszeniu. Jest to przede wszystkim komiks, który czyta się dla wysmakowanych rysunków i zaaranżowanych z rozmachem bitew, co stanowi esencję superbohaterskiego crossoveru. A gdy skończy się lekturę niniejszego komiksu warto przeskoczyć do najnowszych przygód Młodych Mścicieli, tworzonych przez Kierona Gillena. Jest on godnym następcą i kontynuatorem pomysłów Heinberga.


Recenzowany komiks przez najbliższy tydzień możecie zakupić w naszym sklepie z 10% rabatem!



Autor recenzji: Michał Chudoliński jest absolwentem socjologii w Collegium Civitas oraz założycielem tamtejszego Koła Komiksu. Od 2003 do 2006 roku prowadził dział komiksu w serwisie „BatCave”. Redaktor naczelny „Magazynu Miłośników Komiksu KZ” (www.kzet.pl) oraz bloga „Gotham w deszczu” (www.gothamwdeszczu.com.pl)  Publikuje na łamach „Nowej Fantastyki”, „Czasu Fantastyki” oraz na stronach „Polityka.pl”, „Noircafe” i „ArtPapier”.

Korekta: Marzena Trembecka

do góry

Menu

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper Premium