Wyobraź sobie, że leżysz nagi na opuszczonej stacji metra. Twoje ciało podgryzają czerwonookie szczury. Nagle jeden gryzie cię odrobinę za mocno i otwierasz oczy. Zanim cokolwiek zrobisz dociera do ciebie, że jesteś narysowany przez Toniego Fejzulę, a sekundę potem orientujesz się, że twoje losy spoczywają w rękach Grega Rucki. Ślinka cieknie? Powinna.
Amerykańsko-hiszpański duet rozpoczyna historię i na wstępie rodzi pytania i budzi wątpliwości. Młoda kobieta budzi się w podziemiach wielkiego miasta, naginając prawa fizyki wychodzi na powierzchnię, i systematycznie poszerza słownictwo, jakby ucząc się języka na nowo – nieustannie bowiem mówi do siebie, skandując wręcz kolejne pozbawione sensu, ale rymujące się słowa, niekiedy zdania. To właśnie ten pulsujący rytm, ten szaleńczy monolog napędza tu tempo. Kolejne kadry przelatują nam przed oczami, gdy tytułowa Veil idzie naga przez podrzędną dzielnicę spotykając swoich pierwszych przyjaciół i miażdżąc pierwszych wrogów. Ale kim jest, skąd się wzięły jej tajemnicze moce i co robiła w metrze – nie wiadomo.
Choć mamy wskazówki. Fejzula już na początku rzuca nam w twarz stronę nafaszerowaną kadrami: szczur, pentagram, świeca, dogasająca świeca, pociąg. Wnioski wyciągamy sami i na własną odpowiedzialność, ale tytuł mówi sam za siebie. Tajemnica najnowszego tworu legendarnego już Rucki (Gotham Central, Lazarus, Without: Melt) dosłownie skrywa się za zasłoną. Następny miesiąc spędzę snując hipotezy co do dalszego przebiegu fabuły.
Akcja i dialogi są wręcz mistrzowskie (rymowaneczki, szczątkowe rozmowy, a nawet imiona wciągają), ale co z rysunkami? Fejzula, powiedzmy sobie szczerze, wyjadaczem nie jest. Świadczy o tym np. brak artykułu o nim na Wikipedii… Ale spokojnie. Hiszpan rysuje pięknie, kreską oddając klimat opowieści. Twarze są nieco karykaturalne Jednak to nie kontury są tutaj najważniejsze. Uwagę przykuwają przejaskrawione cienie na twarzach, tworzące swego rodzaju zasłonę. W moim odczuciu jednak Toni wyróżnia się kolorami. Płynnie zmienia tonacje barw, dbając jednak o to, by nie były one pozbawione pewnej magiczności. Kolejne panele przypominają nam, że coś jest nie tak i dzięki temu podskórnie wyczuwamy zagrożenie, niepewność i… fascynację. Bowiem nowa seria od Czarnego Konia to zdecydowanie mocny i wyróżniający się tytuł, zasługujący na uwagę każdego komiksiarza, nawet siedzącego wyłącznie w wydawnictwach superbohaterskich.
Pierwszy numer miniserii jest dostępny w ramach Wysyłki w 24h, premiera numeru drugiego zapowiedziana jest na drugiego kwietnia, a trzeciego na siódmego maja.
