Paweł Deptuch recenzuje dla Was wydanie Camelot 3000 HC! Komiks przez najbliższy tydzień dostępny jest z 10% rabatem!
Koniec lat 70. i początek 80. to jeden z najważniejszych okresów w historii komiksu amerykańskiego. Nieśmiało, acz z pewną dozą konsekwencji, autorzy historii obrazkowych zaczynali przemycać do swych opowieści coraz poważniejsze tematy, przełamując tabu i jawnie sprzeciwiając się nakazom Kodeksu Komiksowego. Wesołe obijanie pysków i powstrzymywanie kolejnych inwazji z kosmosu ustępowały takim zagadnieniom społecznym jak alkoholizm, przemoc w rodzinie, seksualność czy nawet polityka. Jednym ze zwiastunów tej reformacji, która ostatecznie została przypieczętowana „Strażnikami” i „Powrotem Mrocznego Rycerza” w 1986 r., był „Camelot 3000” – pierwsza w historii 12-częściowa maxi-seria, wydawana w latach 1982-1985.
Jej akcja toczy się w roku pańskim 3000. Ziemia została zaatakowana przez zielonoskórych obcych przybyłych z nieznanej nawet wówczas, dziesiątej planety naszego układu słonecznego. Uciekając przed drapieżnymi najeźdźcami, student archeologii, Tom Prentice, trafia do podziemi wzgórza Glastonbury, gdzie przypadkiem odkrywa grobowiec króla Artura. Wybudzony z wiecznego snu, legendarny władca Avalonu podążając za słowami przepowiedni zwiastującej jego powrót w momencie największego zagrożenia dla Anglii, wyrusza na krucjatę przeciwko agresorom. W Stonehenge uwalnia Merlina, odnajduje Excalibur i gromadzi najwierniejszych Rycerzy Okrągłego Stołu wraz ze swą ukochaną Ginewrą.
Scenarzysta Mike W. Barr bardzo umiejętnie wplata mity i legendy arturiańskie w fabułę skrojoną na miarę space opery i dodatkowo porusza ważkie tematy. Polityczni przywódcy nowej ery poddani zostali ostrej krytyce, która śmiało punktowała głupotę, bezmyślność, zakłamanie, korupcję i dwulicowość panujące w rządzie; reinkarnacje wiernych towarzyszy Artura borykają się z problemami natury egzystencjonalnej: dusza sir Parsifala grzęźnie w ciele zmutowanej, niemej bestii, a Tristan, niezłomny kochanek, zostaje zamknięty w ciele kobiety. Rodzi to wiele napięć i nieporozumień między kompanami, a także pobudza skrywane uczucia. Po raz pierwszy też z taką śmiałością ukazano w komiksie mainstreamowym związek homoseksualny, który zdawał sie być wyznacznikiem nadchodzących zmian społecznych. Wszystkie te kwestie są świetnie ukryte pod płaszczykiem wartkiej i wciągającej akcji, kosmicznych bitew, zdrad, romansów i wszechobecnej atmosfery mistycyzmu. Owszem, sporo tu patosu, zarówno w dialogach jak i narracji, ale o dziwo komiks przetrwał próbę czasu, a charakterystyczny, pulpowy klimat nie tyle irytuje, co jest uroczy.
Podobnie sprawa wygląda z rysunkami Briana Bollanda (szerzej znanego z ilustracji do „Zabójczego Żartu” Alana Moore’a), które zdecydowanie przykuwają oko. „Camelot 3000” był jego pierwszym dużym projektem na rynek amerykański (doświadczenie zdobywał na łamach tygodnika 2000AD, m.in. przy opowieściach z udziałem Sędziego Dredda) i być może fakt, że chciał się pokazać z jak najlepszej strony, zdecydował, że każdy kadr i plansza zostały dopracowane z niezwykłą dbałością. Pracowitość autora i ilość szczegółów, które kreślił na dalszych planach były powodem licznych opóźnień w cyklu wydawniczym, jednakże efekt końcowy robi piorunujące wrażenie.
Dopiero jakiś czas temu „Camelot 3000” doczekał się zbiorczego, ekskluzywnego wydania, które dodatkowo zostało wzbogacone o wstęp Barra, będący jednocześnie genezą tego tytułu, jak i sporą galerię szkiców i projektów Bollanda. Co prawda nie jest to opowieść na miarę „Strażników” Moore’a czy „Powrotu Mrocznego Rycerza” Millera, jednak przedstawia pewien trend, który zbudował solidny fundament pod te właśnie dzieła i był zapowiedzą nadejścia znaczących zmian w komiksie superbohaterskim. „Camelot 3000” to solidna, wciągająca historia opatrzona rewelacyjnymi rysunkami, z którą zdecydowanie warto się zapoznać.
Tylko przez najbliższy tydzień komiks możecie zakupić w naszym sklepie z 10% rabatem!
