Komiksy superbohaterskie są często oskarżane o szowinizm. Kobiety nie tyle odgrywają w nich drugoplanowe role i zazwyczaj nie mają nic interesującego do powiedzenia, co bywają wynaturzone. Ich jedynym parametrem charakteru jest jędrność piersi albo zbyt osia talia, przez co patrzymy na nie częściej jak na diwy z filmów erotycznych aniżeli inspirujące, ciekawe bohaterki. I choć powoli coś zaczyna się zmieniać w tej kwestii za sprawą działań Image Comics oraz Marvela to nadal kobiety nie mają łatwo ani w historiach obrazkowych ani w przemyśle komiksowym. Warto więc przypominać o wyjątkach od tej niechlubnej reguły. Jednym z nich jest niewątpliwie „Spider-Man: Blue” Jepha Loeba i Tima Sale’a, wydany pierwotnie ponad 11 lat temu.
„Niebieski” to jeden z kolorów stanowiących trylogię Loeba i Sale’a dla wydawnictwa Marvel (choć cykl może się niebawem przerodzić w tetralogię, o ile Dom Pomysłów zapowie niebawem „Captain America: White” z pewnym superżołnierzem). W niniejszych historiach Jeph Loeb użył Daredevila („Daredevil: Yellow”), Spider-Mana i Hulka („Hulk: Grey”) do opowiedzenia o różnych odcieniach pierwszej miłości – czasem skrytej, niekiedy niespełnionej, decydującej jednakże o dalszych losach, szczęściu i podejściu do świata. I choć historie te przepełnione są nostalgią, melancholią oraz tragizmem to „Blue” jest wyjątkowo gorzki w wymowie. Mówi bowiem o uczuciu, któremu nie pozwolono się rozwinąć. Miłości tlącej się powoli, po cichu, przerwanej nagłą śmiercią.
Akcja komiksu rozpoczyna się jakiś czas po wydarzeniach z najbardziej znanej i uwielbianej historii o Człowieku-Pająku – „The Night Gwen Stacy died”, znajdującej się w zbiorze „The Death of Gwen Stacy”. To właśnie Gwen Stacy a nie Mary Jane Watson była pierwszą i najważniejszą sympatią Petera Parkera. Jej śmierć zaś w 1973 roku, spowodowana knowaniem Green Goblina, była wielkim szokiem dla czytelników. Rzadko bowiem zdarza się, żeby superbohater motywowany jedną traumą (w tym wypadku śmierć wujka Bena) cierpiał z powodu kolejnego, jeszcze gorszego dramatu. O dziwo jednak historia sprawiła, że postać Spider-Mana nabrała należnego mu kolorytu. Oprócz siły i odpowiedzialności Parker poznał również bezlitosny charakter śmierci i dewastacyjny wymiar zemsty, z której nigdy nie powstało nic dobrego ani trwałego. Ta tragedia uświadomiła mu, jak istotnym jest wykorzystywanie życia w pełni oraz przeżycia go z osobami, o które się troszczymy i kochamy. Chcąc złożyć hołd swej ukochanej, Peter Parker nagrywa wspomnienia o niej za sprawą starego dyktafonu odnalezionego na strychu. Wyznaje jej głębokie uczucie, rekonstruując dawne lata, gdy był jeszcze początkującym fotoreporterem a jego kariera w roli Spider-Mana dopiero nabierała rozpędu.
Komiks Loeba i Sale’a jest jedną wielką retrospekcją opowiedzianą w teraźniejszości. Bardzo mocno inspiruje się pierwszymi komiksami o Spider-Manie autorstwa Stana Lee, Steve’a Ditko oraz Johna Romity Seniora. Wpływ jest na tyle duży, że niektóre sceny są właściwie autorską interpretacją klasycznych momentów z pierwszych zeszytów „Amazing Spider-Man”. Duet znany z „Batman: Długie Halloween” czy „Challengers of the Unknown Must Die!” nie poprzestaje jednak tylko na zaspokajaniu wrażeń fanów serii. Czynią równie wielki wysiłek, by odtworzyć klimat lat 60., czyli okres, w którym narodził się Człowiek-Pająk. Widać to w klimatycznych okładkach, wzorowanych na ilustracjach Mitchella Hooksa czy Roberta McGinnisa, o czym z pasją opowiada zresztą sam Tim Sale w materiałach dodatkowych do niniejszego komiksu. Są jednakże smaczki, o których sami twórcy nie wspominają w tychże materiałach, a których odkrywanie daje niesamowitą frajdę. Jak chociażby to, że każdy z rozdziałów komiksu sygnowany jest tytułem utworu klasycznego jazzmana z dawnych lat – Cheta Bakera, Louisa Armstronga, Cole Portera. Wszystkie utwory muzyczne cytowane w tytułach obrazują doskonale sam komiks, jego smutek, tęsknotę za dawnymi czasami, ich idealizowanie. Zresztą, przekonajcie się sami, odsłuchując poniżej omawiane piosenki:
-
Ella Fitzgerald – „Let's Do It (Let's Fall In Love)”
-
Coleman Hawkins Quartet - „If I Had You”
-
Frank Sinatra „All of Me”
Omawiany komiks nie jest stricte superbohaterski. Owszem, pojawiają się tutaj walki między herosami a łotrami. Zawarte są ponadto typowe jak na ten komiks, etyczne rozprawy Parkera na temat siły i odpowiedzialności. Nade wszystko jednak, jest to opowieść obyczajowa o genezie pięknej przyjaźni, która ewoluuje w zauroczenie, by nagle przeistoczyć się w szczerą, otwartą miłość. Owszem, można mieć zarzuty do Loeba i Sale’a, że zbyt mocno momentami skupiają się na eskapistycznych wątkach pobocznych związanych z bohaterskim życiem fotoreportera-mazgaja ukąszonego przez pająka. Można mieć do nich żal, że odbywa się to kosztem ciekawych i w sumie nigdy nie rozwiniętych tematów, jak chociażby rywalizacja Mary Jan a Gwen Stacy o serce głównego bohatera albo skupienie się na ich prywatnym życiu, ukazanie go z ukrycia. Szczerze powiedziawszy jednak, twórcy dość dobrze się bronią obraną konwencją. Jest to bowiem historia opowiedziana z perspektywy Petera Parkera – to on jest głównym narratorem, który w przygnębiający sposób odbudowuje dawny świat poprzez dyktafon, tak jak Marcel Proust odnawia go dzięki smakowi zamoczonej w herbacie magdalenki w „Poszukiwaniu straconego czasu”. To jego historia, jego perspektywa, jego uczucia, jego pamięć. Trudno, żeby opisywał coś, czego nie był świadkiem… chociaż, czy aby na pewno? Jest tutaj ciekawe wyzwanie dla przyszłych twórców, chcących rozwinąć niedomówienia z „Spider-Man: Blue”.
Kompletnym nieporozumieniem byłoby niepoświęcenie w tej recenzji ani akapitu rysunkom Tima Sale’a. Wykonał on tutaj kawał dobrej roboty. Nie mamy do czynienia z poprowadzonym jak doskonały storyboard komiksem, jakim jest „Długie Halloween”, ale i tak jest doskonale. Sale zawarł tutaj sceny, które tak uwielbiałem w jego zeszycie przynależnym do antologii solo, skupionych na cichych, intymnych aktach rodzinnych i przyjacielskich. To w jak ciekawy sposób potrafi poprowadzić z pozoru nic nie znaczącą scenę pomiędzy Parkerem a ciotką May, zasługuje na podziw. Niektórzy mogą narzekać, że dość często zamyka jakieś sceny w dużych kadrach rozkładówkach. Gdy jednak to czyni, zawsze stara się narysować tenże kadr z rozmachem i z troską o detale. Poza tym sposób, w jaki składa uwielbienie w „Blue” dziedzictwu Johna Romity Seniora jest iście fenomenalny. Odwzorowuje poszczególne kadry Romity dosyć dokładnie i nawet przenosi na swoje prace jego ulubione elementy komiksowego języka. Zawsze jednak odbywa się to poprzez przeniknięcie przez wrażliwość Sale’a i charakterystyczne elementy jego stylu, przez co odczuwa się że to są jego rysunki. Tak właśnie powinno się interpretować na „swój sposób” klasyczne momenty z dawnych komiksów.
„Niebieski” (albo „Przygnębiony”, jak kto woli) wpisał się złotymi literami w kanon komiksów o Spider-Manie. To rozczulająca, napisana z chandrą historia o romansie, który nigdy się nie spełnił. O niespełnionym uczuciu pozostawiającym po sobie pustkę, której niejak nie da się zapełnić, choćby żyło się szczęśliwie u boku atrakcyjnej, być może rudowłosej dziewczyny. Dla mnie osobiście historia Loeba i Sale’a przekonała ostatecznie do postaci kobiecych uniwersum Pająka. Do tej pory uznawałem je za papierowe postaci, potraktowane w sposób stereotypowy, odarte z jakiejkolwiek wyjątkowości. Tutaj zyskują one na znaczeniu, bowiem nadane zostaje im człowieczeństwo, a nade wszystko empatia. Marvel zrozumiał to dość szybko i rozwinął tę koncepcję w równie intrygującym komiksie „Spider-Man Loves Mary Jane” Seana McKeevera, Takeshi Miyazawy oraz David Hahn. Jest to co prawda komiks skierowany do nieco młodszego odbiorcy, ale zawiera w sobie tę dojrzałą perspektywę ukazywania znanych i lubianych bohaterów w niezwykle osobisty sposób, tak jak gdyby byli prawdziwymi ludźmi. Zakleszczonymi niekiedy w swoich marzeniach, niespełnionych obietnicach, rozpaczy.
Do 04.10 recenzowany komiks możecie zakupić ze specjalnym 15% rabatem!
Autor recenzji: Michał Chudoliński jest absolwentem socjologii w Collegium Civitas oraz założycielem tamtejszego Koła Komiksu. Od 2003 do 2006 roku prowadził dział komiksu w serwisie „BatCave”. Redaktor naczelny „Magazynu Miłośników Komiksu KZ” (www.kzet.pl) oraz bloga „Gotham w deszczu” (www.gothamwdeszczu.com.pl) Publikuje na łamach „Nowej Fantastyki”, „Czasu Fantastyki” oraz na stronach „Polityka.pl”, „Noircafe” i „ArtPapier”.
Korekta: Marta Wiśniewska
